O ile pamiętam jakiś pas zieleni tam jest. Sądzę jednak, że to nieco za wysoko na misie.
Na wszelki wypadek można głośno gadać - nawet ..... gdy idzie się samemu
Dokładniej o jaki termin chodzi? Pytam, bo też zamierzam odwiedzić Chatkę Puchatka na początku października. Tyle, że bez noclegu.
Dzięki. Być może uda nam się przez przypadek trafić "na szlaku", bo powinienem siedzieć w Lesku do 11 X.
Łatwo mnie poznać - duży mięsień piwny i wcale nie mniejszy Garmin Rino na pasku plecaka
Szczerze mówiąc żona pilnuje, abyśmy zawsze przed zmierzchem wrócili do cywlizacji. Jednak faktem jest, że podczas naszych wędrówek widzieliśmy dość często ślady niedźwiedzi. Tyle, że w nieco innych rejonach. Ślady robią wrażenie ....
Dla uspokojenia dodam, że szlaki na połoninach są dość mocno uczęszczane, zatem nie sądzę aby był to korzystny region działania dla niedźwiedzi. To nie Tatry, a bieszczadzkie misie zdecydowanie unikają ludzi. Ostatni incydent był bodaj w lipcu 2008. Żeby jednak nie było na mnie, to wspomnę iż nigdy nikogo nie pytałem o misie w okolicach połonin. Założyłem że nie ma i już
A może jednak lepiej przenocować w Berechach? (Brzegach)
Nocleg to nie problem, mam rodzinne lokum niedaleko Leska w Paszowej u podnóża Słonnych.
Idea miała polegać na tym, aby po noclegu w schronisku obejrzeć wschód słońca i udać się na całodzienną wędrówkę.
Myślę, że jeśli godzina dotarcia do Brzegów pozwoli na marsz przed całkowitą ciemnością to się wybiorę. Jeśli nie pozwoli to po prostu na drugi dzień rano przyjadę na miejsce i już. Cały problem tkwi wtedy w tym, że trzeba wrócić na parking do samochodu, a to znacznie zawęża możliwości. W przypadku noclegu samochód by po mnie przyjechał na drugie dzień wieczór.
Jesień w tym roku opóźniona - mogą jeszcze nie do końca być czerwone. Też liczę na tę czerwień
Dla porównania: te fotki wykonałem w rejonie Wetlińskiej 5 X 2008 Niestety powietrze było z lekka zamglone.
Broń krótka jest celna w odległości 10-15 m, do tego dochodzą nerwy. Więc trzeba wiedzieć gdzie trafić bo ma się tylko jedną szansę. Rozmawiałem z weterynarzem który przyjeżdża na dobicie zwierząt i to on określa gdzie ma być oddany strzał bo drugiej próby może już nie być.
No właśnie super przygotowanie a ze sobą jakiś telefon z google, mapa i kompas. Czy tu chodzi o granie twardziela? Nie wezmę np. Dakoty 10 bo to nie ta liga? Nie rozumiem tego. Przecież w sekundę by się dowiedzieli gdzie jest szlak, a rozumiem mieli telefony więc mogli zadzwonić i zapytać się gdzie są
Też kiedyś byłem takim "twardzielem" ale nie tyle z przekonania, że co to nie ja, ile przez przypadek. Po prostu założyłem że jeżeli ktoś jest inicjatorem wypadu, to z automatu zostaje też "kierownikiem wycieczki", odpowiedzialnym za grupę. Było to w 1977r w Gorcach. Niby małe góry. Łatwo "zbiec na dół". Tylko trzeba wiedzieć w jakim kierunku i ... utrzymać ten kierunek, a to nie zawsze jest takie łatwe. Wyszliśmy z Turbacza w kierunku wschodnim. Prószył śnieg. Po jakimś czasie zamieć, zadymka. Widok na 2-3m, a śniegu po pas. Koleżanka, która skrzyknęła naszą 5-cio osobową grupę znała Gorce jak własną kieszeń, więc po co miałaby obciążać plecak kompasem? Reszta towarzystwa też otrzaskana w górach, łącznie ze mną. Sudety, Tatry także Słowackie. Wszystko schodziłem od A do Z. A tu taka głupia wpadka. Nikt nie zabrał kompasu i ... chodziliśmy w kółko trafiając na własne ślady. Mieliśmy za to dodatkową odzież, śpiwory, kuchenkę benzynową, więc byliśmy już bliscy pomysłu budowania iglo i biwakowania "w śniegu". W końcu jednak pogoda się uspokoiła. Udało się odnaleźć znaki na drzewach i zejść do cywilizacji.