krizar pisze:Ciekawy jestem tylko jak u Was to wygląda , Panie dały sie zainteresować ?
Potrafią w miarę posługiwać sie Waszymi Garminami ?
Zainteresować tak, posługiwać nie.
Zainteresowanie sprawadza się do tego, że "na szlaku" co jakiś czas dostaję standardowy zestaw pytań:
* A co tam mówi GPS?
* Daleko jeszcze?
* A na jakiej jesteśmy wysokości?
* A ile już zrobiliśmy etc, etc.
W tej materii jesteśmy z Majką w 100% kompatybilni - lubimy znać takie parametry podróży.
No i jeszcze coś. Mimo, że chodzę samodzielnie
(tzn. bez opieki "starszych") z mapami po górach od 1972 i mimo że prawie 3 lata pracowałem w polu "z niwelatorem w ręku" żona widać jakoś nie miała zaufania do moich zdolności nawigacyjno - kartograficznych, bo wszelkie nasze wspólne wędrówki "poza szlakowe" były zawsze tłumione w zarodku, a jak już do nich ewentualnie doszło, to ciągle musiałem na mapie pokazywać gdzie jesteśmy. W ten sposób żona kontrolowała, czy ja panuję nad sytuacją
Sytuacja zmieniła się diametralnie od czasu zastosowania nowej technologii. Żona po prostu ufa GPSowi bardziej niż mi

No i dzięki temu zaufaniu do GPSa poznała drugie oblicze bieszczadzkich lasów. Co prawda każdorazowo napotkany ślad misia czy żubrów i tak przeradza się w marudzenie: "Lechu wracamy może co?", ale marudzenie typu: "a na pewno nie zbłądziliśmy?" skończyło się bezpowrotnie
ZYR pisze:Liczba gps'ów w domu zaczyna przekraczać liczbę mieszkańców, co mnie nieco przeraża.
U mnie już przerosła. No ale nas jest tylko dwoje
